Ostatni żart Macieja Zembatego
» Wojciech Walczak
Jeden z czołowych przedstawicieli czarnego humoru w Polsce – Maciej Zembaty – nie żyje. No cóż, każdemu się to może, prędzej czy później, zdarzyć. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ot kolejny artysta z pokolenia tych Wielkich odchodzi, jednak śmierć Zembatego, można powiedzieć, była całkowicie w jego stylu.
15 czerwca tego roku mój czytnik RSS przyczynił się do przyśpieszenia bicia mojego serca o dobre 20% – na blogu Zembatego pojawił się nowy, długo wyczekiwany wpis. Już dawno pogodziłem się z myślą, że artysta odszedł na emeryturę. Nic bardziej mylnego! Zamieścił taką oto notkę:
po długim śnie zimowym, Artysta, poczuwszy wolę bożą ( w kuluarach nazywaną weną) zawiadamia, ze w krótkim czasie, ku chwale Ojczyzny – z martwych powstanie…
Coś wspaniałego! Najpierw reaktywacja bloga, potem może jakaś trasa koncertowa, kto wie… Aż tu nagle 27 czerwca dotarły do nas straszne wieści – Maciej Zembaty nie żyje. Czy przyczynił się do tego jakiś zażywany przez niego specyfik nie do końca legalny - to już całkiem inna sprawa. Czy wpis na blogu był w jakikolwiek sposób związany ze śmiercią? Wątpię. Ale trzeba przyznać, że cała sytuacja aż ocieka tak kochanym przez niego czarnym humorem.
Na koniec (zupełnie jak na słitaśnych fotoblogaskach) piosenka.




