Szczęście dnia codziennego
» JEbaton
6 kwietnia bieżącego roku, piątek. Ostatni pracujący dzień poprzedzający święta. Skończyłem odrabiać pańszczyznę wcześniej i postanowiłem wrócić spacerkiem do domu. Niesiony myślą, że doświadczę odrobiny wiosennego piękna i ciepła oraz wygrzeję zmarznięte i obolałe kości, srodze się zawiodłem. Temperatura nie przekraczała 5 stopni w skali Celsjusza, a wiatr nie ustępował sile halnemu postrachowi pijanych górali. Wiosna chyba uznała, że nie nadszedł jeszcze jej czas…
Park był praktycznie opustoszały, bo kto w taką pogodę wystawia nos poza próg ciepłego mieszkania? Jednak moją uwagę przykuły dwie pary, okupujące oddalone od siebie ławki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż w taką właśnie pogodę owe pary postanowiły wyjść ze swoimi pociechami z domów i spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.
Dobra, rozumiem że jak jest ładna pogoda, (ale naprawdę ładna pogoda – świeci słońce) i jest zimo to można zabrać dziecko na krótki spacer. Zazwyczaj wtedy mały biedak jest wciśnięty w kombinezon całkowicie uniemożliwiający ruchy i opatulony 3 kocami, ale w tych przypadkach było zgoła inaczej. Czytaj dalej »




