Świńska grypa
Wpis zasugerowany przez Griwes’a.
Ratujmy się! Świńska grypa nadchodzi! Co czwarty mieszkaniec Europy pójdzie do piachu, co trzeci na nią zachoruje, a co drugi ma ją w dupie.
Wszyscy doskonale pamiętamy ptasią grypę. Niezwykle niebezpieczna choroba, zmarło około 260 osób na całym świecie. W wypadkach drogowych każdego dnia ginie więcej osób… Ale panika była.
Tym razem media też nie oszczędzają nam powodów do zmartwień. Słyszymy głosy ze wszystkich stron. Reporterzy informują nas o wszystkim, co może pogorszyć nam samopoczucie i wywołać panikę.
Naukowcy przewidywali główną falę zachorowań na jesień 2009 i się nie pomylili! Przykład chociażby mojej klasy. W poniedziałek na lekcje stawiło się 12 osób z liczącej 28 grupy. Niestety i mnie zabrakło na zajęciach, ponieważ prawdopodobnie mam świńska grypę. Jeżeli świńska grypa objawia się katarem, bólem gardła, niechęcią do mycia głowy i dziwnymi krostami na kolanie (pewnie jak zwykle obtarcie, ale niepokoję się, ponieważ może to być świńska grypa lub ciąża pozamaciczna ; S ), to z całą pewnością ją mam.
Oczywiście nie mogę liczyć na wsparcie ze strony rządu, ponieważ ekipa Donka nie zdecydowała się jeszcze na kupno szczepionki (założę się, że dla siebie już mają zapas). Wizyta u lekarza też nie jest najlepszym pomysłem. Najpierw musiałbym czekać w kolejce, co mogłoby znacząco obniżyć moją odporność i prowadzić bezpośrednio do śmierci na skutek zaprzestania życia (ale to głupie o_O). Zastanawiam się jakby zareagowały siedzące w przychodni emerytki, gdybym wszedł i krzyknął „Mam świńską grypę!”. Ona zawsze tam siedzą, bo są wiecznie chore i biegają do lekarza z każdą poważniejszą sprawą (zacięcie się przy obieraniu ziemniaków, wypadające włosy, coraz to bardziej obwisłe cycki…), ale może tym razem zwolniłyby grzecznie miejsca i pobiegły do domu po czosnek i osikowe kołki.
Nie lubię wizyt u lekarza, bo nigdy nie wiem na kogo trafię. Jeśli drzwi otwierają się powoli i cicho, to nie jest źle – przyjmuje mnie jakaś miła pani doktor. Ale jeśli widzę otwierane z rozmachem i skrzypieniem zawiasów drzwi, to mam ochotę schować się pod krzesło. Otwiera je wielki pan doktor. Z wyglądu przypomina murzyna, tylko że jest biały. Ma wełniaste włosy, spłaszczony nos i nosi na sobie masę łańcuchów.
Kiedy widzę błysk w jego oku jak siada i mówi słodkim jak miód głosem „Co Ci jest kochaniutki?”, przeszywa mnie strach. Wszystkie zmysły działają lepiej niż zwykle, pomimo iż jestem chory. Najpierw wysłuchuje mojej opowieści z błogim uśmiechem, a potem każe się rozebrać. Chcę wierzyć w to, że to tylko dlatego, że wymaga tego badanie… Jestem czujny – nie odwracam się do niego tyłem ani na chwilę, a usta mam mocno zamknięte. Nigdy nic nie wiadomo…
Chorowanie się nie opłaca – szczególnie na świńską grypę. Sklepikarze podnoszą ceny czosnku i cytryny, szkoły pustoszeją, efektywność pracy rządu spada (a może spaść bardziej?). Domowe kuracje mają różną skuteczność. Okropne syropy, jakieś zioła i inne duperele. A z drugiej strony mamy zachętę od Ruskich: „jedzcie czosnek i uprawiajcie seks”.
Portal internetowy Newsland pisze powołując się na „lekarzy z szeregu państw europejskich”, że sposobem na walkę ze schorzeniami grypowymi jest seks. Jest według tego źródła, doskonałą metodą profilaktyczną pod warunkiem przestrzegania dwóch zasad: należy ją stosować regularnie i bez fanatyzmu.
A co Wy sądzicie o tym sposobie?
