5 dni choroby
Jakoś tak się stało, że w niedzielę zachorowałem. Ani to świńska grypa, ani zwykła grypa, ani nawet ciężkie przeziębienie. Po prostu katar i lekki ból gardła. Oczywiście choroba była na tyle poważna, że nie pojawiłem się w szkole i nie wypełzałem z mojej meliny.
Całe dnie spędzałem na nauce, czytaniu podręcznika do biologii, pisaniu zaległych wypracowań i sprzątaniu pokoju. Głupi jest ten, kto by w to uwierzył. Marnowałem czas i zdrowie siedząc na zmianę to przed komputerem, to przed telewizorem.
Okazało się, że nie tylko ja. Nigdy w życiu nie widziałem takiej masy osób dostępnych na GG w godzinach 10-14. Wszyscy gniliśmy w domach. Wszyscy uciekliśmy od obowiązku stawienia się w szkole. Nikt z nas tego nie żałował.
Po raz pierwszy w życiu udało mi się obejrzeć odcinek House’a rano. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu zjadłem prawdziwe śniadanie. Po raz ostatni w życiu na śniadanie zjadłem śledzie, kurczaka, czekoladę, zapiekanki, pomidorową, bitą śmietanę i popiłem to trzema rodzajami herbat oraz kubkiem kakao.
Tydzień wolny od nauki bardzo mi się spodobał. Odpocząłem, więc po weekendzie wrócę do pracy ze zdwojonym zapałem (ale raczej nie w szkole ^^). Nie miałbym nic przeciwko pozostaniu w domu na drugi tydzień, ale tym razem bez konieczności pochłaniania miliona tabletek dziennie i popijania tego litrami syropów, roztworów dziwnych rzeczy i wszystkich tych lekarstw. Gdybym był nieprzystosowanym do życia w społeczeństwie menelem bez przyjaciół pewnie zaszyłbym się gdzieś ze skrzynką wódki. Chociaż nawet nie musiałbym być menelem, ani nawet nie musiałbym być nieprzystosowany do życia w społeczeństwie, nawet nie musiałbym nie mieć przyjaciół – co to za picie bez przyjaciół… To był zły przykład. W każdym razie, wolałbym spędzić ten czas bardziej twórczo. Zawsze pod koniec wolnego okresu czasu, w którym nie zrobiłem nic albo zrobiłem za mało stwierdzam, że jest mi źle. Nie lubię nicnierobienia.
Pozdrawiam wszystkich chorych :)
