Nie umiem śpiewać ani tańczyć. Nie potrafię wykonywać skomplikowanych ćwiczeń gimnastycznych, skłon robię ledwo za kolana, a z saltami u mnie coraz gorzej – lądowanie na ugięte nogi lub kolana nie jest wynikiem zadowalającym, bywało lepiej… Nie jestem obcokrajowcem mówiącym łamaną polszczyzną. Nie wystartuję w programie „Mam talent”.
Pierwszą polską edycję oglądałem z zaciekawieniem. Kiedy tylko zobaczyłem Melkart Ball wiedziałem, że wygrają. Znałem ich wcześniej z filmików zamieszczonych na YT. Oni moim zdaniem mieli talent. Pokazali piękno ludzkiego ciała, niesamowite akrobacje zdające się przeczyć prawą fizyki. Należało im się. Drugie miejsce z tego co pamiętam zajął jakiś śpiewający dzieciak. Dużo bardziej zasłużyli na to dwaj stepujący panowie.
Drugą edycję olałem. Widziałem część występów, ale żaden mnie nie powalił. Zwróciłem uwagę na kolesia grającego na akordeonie i tego, który tworzył muzykę za pomocą tupania czy czegoś tam (wybaczcie, oglądałem urywki).
Nie mogłem nie zwrócić uwagi na braci jednojajecznych, Filipińczyka i pedała. Jak to się stało, że przeszli dalej?
Po co nam tancerze w Mam talent? Jest You can dance. Po co śpiewacy? Jest (a może już nie?) Idol, Szansa na sukces… Dla Żakliny znajdzie się konkurs piękności transwestytów.
Czekam, aż pojawi się ktoś, kto sprawi, że spadnę z fotela, stracę dech w piersiach, będę gapił się z otwartą paszczą z niedowierzaniem. Czekam na kogoś, kto z rozbicia wbije 9 pięć razy pod rząd, będzie bezbłędnie rzucał do kosza, jadąc na koniu z zasłoniętymi oczami strzałą z łuku trafi w jabłko umieszczone na głowie Foremniak (trafienie w głowę punktowane podwójnie). Ciekawe, czy kogoś takiego ujrzymy w TV.
Czym byłby program bez jurorów? Wojewódzki – ok, czasem ma trafne uwagi. Chylińska – ok, choć nie do końca. Potrafi wyrazić swoją opinię, ale czasem przesadza (Och! Jaki ty byłeś wspaniały! Rozpłakałam się!). Foremniak – nie cierpię tej baby. Jej wypowiedzi są chaotyczne, nieprzemyślane, zgrywa ważną i wszechwiedzącą. Starzeje się i coś jej się w głowie poprzewracało.
Nie śledzę zagranicznych edycji programu, ale śmiem twierdzić, że polska to totalna klapa. Wyprzedzamy jedynie Ukrainę, gdzie castingi odbywały się na stołówce w szpitalu chorób wenerycznych w Kijowie. Jedyne pocieszenie to w miarę dobre prowadzenie programu przez Szymona Hołownię i Marcina Prokopa. Lubię ich jako duet, a Hołownie jeszcze bardziej solo :P
Ciekawe, czy my doczekamy się takich popisów u nas :D
Przeglądając last.fm trafiłem na coś, co po prostu odebrało mi oddech. Na profilu Jacka Kaczmarskiego umieszczone zostały dwa niezwykłe komentarze. Ich autorem jest niejaki Club_Warrior – chyba ksywka mówi wystarczająco dużo.
Komentarz #1: Ja nie rozumie fenomentu tego skretyniałego okularnika! Wszyscy go sluchają, a ja się pytam :why? co w nim takiego jest, barany niedomyte?
Komentarz #2: i jak mi kurwa który jeden z drugim usunie ten post, to zrobie wam taki hejting i distroy, że po was!
Jakikolwiek komentarz jest zbędny. Kim może być autor komentarza? Niezwykle inteligentnym, wykształconym i spostrzegawczym osobnikiem człekopodobnym.
„Ja nie rozumie fenomentu” – Ja nie rozumiem co to jest „fenoment”
„skretyniałego okularnika” – Czyżby nasz przyjaciel nie rozumiał niektórych „trudnych słów” z piosenek Kaczmarskiego?
„Wszyscy go sluchają, a ja się pytam :why? co w nim takiego jest, barany niedomyte?” – Mój wpis o Jacku Kaczmarskim pokazuje, że jednak nie wszyscy… A co w nim takiego jest? No cóż, nie wszyscy są wstanie zrozumieć teksty JK. Dlaczego słuchaczy Kaczmarskiego nazwał „baranami niedomytymi”? Czyżby czuł jakąś urazę?
„i jak mi kurwa który jeden z drugim usunie ten post” – Perełka. Polska mowa być gumowa.
„zrobie wam taki hejting i distroy, że po was” – Widzę, że ktoś uczył się kiedyś języka obcego. Najpierw powinien nauczyć się posługiwania się językiem ojczystym… Zastanawiam się tylko nad jego możliwościami wykonania tego „hejting i distroy”.
Idiotów nie brak na tym świecie. Jeśli ktoś posiada w bibliotece takie znamienite pozycje ( DJ Phil, Tiësto, DJ Hazel, DJ Remo Feat. Queen Of The Night, DJ Cargo, Dj Sequenza, DJ Neros) i twierdzi, że Kaczmarski jest skretyniałym okularnikiem, to wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem jest zastrzyk z Pavulonu. Nie sądzę, aby warto było prowadzić jakąkolwiek dyskusję z taką osobą, ponieważ jednym (i według niej niepodważalnym) argumentem będzie: „A słyszałeś go na jakiejś dobrej dyskotece? Nie? A więc jest kretynem, idiotą i nie warto go słuchać”. Wyeliminowanie takich osób ze społeczeństwa na pewno przyniosłoby same korzyści.
Po ostatnim wpisie zawiało Kaczmarskim. Tytuł powinien przywodzić na myśl piosenkę Jacka Kaczmarskiego „Nasza klasa”, a nie – jak to w dzisiejszych czasach bywa – portal społeczności owy. Ale do rzeczy, w ostatni czwartek w ramach godziny wychowawczej prowadziłem z kolegą lekcję o Jacku Kaczmarskim.
Zaczęło się pod koniec wakacji, gdy jakimś cudem odkryliśmy, że obydwaj, nie dość, że słuchamy, to jeszcze niezmiernie cenimy i uwielbiamy Kaczmarskiego. Szybko zrodził się pomysł, aby zrobić o nim lekcję.
Wojciech Walczak.
Interesuje się wszystkim dookoła. Zapalony miłośnik informatyki, a w szczególności siedliska zła, jakim jest internet. Bloga założył, by pokazać innym swój punkt widzenia.
Więcej o mnie »