Jakoś tak się stało, że w niedzielę zachorowałem. Ani to świńska grypa, ani zwykła grypa, ani nawet ciężkie przeziębienie. Po prostu katar i lekki ból gardła. Oczywiście choroba była na tyle poważna, że nie pojawiłem się w szkole i nie wypełzałem z mojej meliny.
Całe dnie spędzałem na nauce, czytaniu podręcznika do biologii, pisaniu zaległych wypracowań i sprzątaniu pokoju. Głupi jest ten, kto by w to uwierzył. Marnowałem czas i zdrowie siedząc na zmianę to przed komputerem, to przed telewizorem.
Okazało się, że nie tylko ja. Nigdy w życiu nie widziałem takiej masy osób dostępnych na GG w godzinach 10-14. Wszyscy gniliśmy w domach. Wszyscy uciekliśmy od obowiązku stawienia się w szkole. Nikt z nas tego nie żałował.
Po raz pierwszy w życiu udało mi się obejrzeć odcinek House’a rano. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu zjadłem prawdziwe śniadanie. Po raz ostatni w życiu na śniadanie zjadłem śledzie, kurczaka, czekoladę, zapiekanki, pomidorową, bitą śmietanę i popiłem to trzema rodzajami herbat oraz kubkiem kakao.
Tydzień wolny od nauki bardzo mi się spodobał. Odpocząłem, więc po weekendzie wrócę do pracy ze zdwojonym zapałem (ale raczej nie w szkole ^^). Nie miałbym nic przeciwko pozostaniu w domu na drugi tydzień, ale tym razem bez konieczności pochłaniania miliona tabletek dziennie i popijania tego litrami syropów, roztworów dziwnych rzeczy i wszystkich tych lekarstw. Gdybym był nieprzystosowanym do życia w społeczeństwie menelem bez przyjaciół pewnie zaszyłbym się gdzieś ze skrzynką wódki. Chociaż nawet nie musiałbym być menelem, ani nawet nie musiałbym być nieprzystosowany do życia w społeczeństwie, nawet nie musiałbym nie mieć przyjaciół – co to za picie bez przyjaciół… To był zły przykład. W każdym razie, wolałbym spędzić ten czas bardziej twórczo. Zawsze pod koniec wolnego okresu czasu, w którym nie zrobiłem nic albo zrobiłem za mało stwierdzam, że jest mi źle. Nie lubię nicnierobienia.
Pozdrawiam wszystkich chorych :)
Wpis zasugerowany przez Griwes’a.
Ratujmy się! Świńska grypa nadchodzi! Co czwarty mieszkaniec Europy pójdzie do piachu, co trzeci na nią zachoruje, a co drugi ma ją w dupie.
Wszyscy doskonale pamiętamy ptasią grypę. Niezwykle niebezpieczna choroba, zmarło około 260 osób na całym świecie. W wypadkach drogowych każdego dnia ginie więcej osób… Ale panika była.
Tym razem media też nie oszczędzają nam powodów do zmartwień. Słyszymy głosy ze wszystkich stron. Reporterzy informują nas o wszystkim, co może pogorszyć nam samopoczucie i wywołać panikę.
Naukowcy przewidywali główną falę zachorowań na jesień 2009 i się nie pomylili! Przykład chociażby mojej klasy. W poniedziałek na lekcje stawiło się 12 osób z liczącej 28 grupy. Niestety i mnie zabrakło na zajęciach, ponieważ prawdopodobnie mam świńska grypę. Jeżeli świńska grypa objawia się katarem, bólem gardła, niechęcią do mycia głowy i dziwnymi krostami na kolanie (pewnie jak zwykle obtarcie, ale niepokoję się, ponieważ może to być świńska grypa lub ciąża pozamaciczna ; S ), to z całą pewnością ją mam.
Oczywiście nie mogę liczyć na wsparcie ze strony rządu, ponieważ ekipa Donka nie zdecydowała się jeszcze na kupno szczepionki (założę się, że dla siebie już mają zapas). Wizyta u lekarza też nie jest najlepszym pomysłem. Najpierw musiałbym czekać w kolejce, co mogłoby znacząco obniżyć moją odporność i prowadzić bezpośrednio do śmierci na skutek zaprzestania życia (ale to głupie o_O). Zastanawiam się jakby zareagowały siedzące w przychodni emerytki, gdybym wszedł i krzyknął „Mam świńską grypę!”. Ona zawsze tam siedzą, bo są wiecznie chore i biegają do lekarza z każdą poważniejszą sprawą (zacięcie się przy obieraniu ziemniaków, wypadające włosy, coraz to bardziej obwisłe cycki…), ale może tym razem zwolniłyby grzecznie miejsca i pobiegły do domu po czosnek i osikowe kołki.
Nie lubię wizyt u lekarza, bo nigdy nie wiem na kogo trafię. Jeśli drzwi otwierają się powoli i cicho, to nie jest źle – przyjmuje mnie jakaś miła pani doktor. Ale jeśli widzę otwierane z rozmachem i skrzypieniem zawiasów drzwi, to mam ochotę schować się pod krzesło. Otwiera je wielki pan doktor. Z wyglądu przypomina murzyna, tylko że jest biały. Ma wełniaste włosy, spłaszczony nos i nosi na sobie masę łańcuchów.
Kiedy widzę błysk w jego oku jak siada i mówi słodkim jak miód głosem „Co Ci jest kochaniutki?”, przeszywa mnie strach. Wszystkie zmysły działają lepiej niż zwykle, pomimo iż jestem chory. Najpierw wysłuchuje mojej opowieści z błogim uśmiechem, a potem każe się rozebrać. Chcę wierzyć w to, że to tylko dlatego, że wymaga tego badanie… Jestem czujny – nie odwracam się do niego tyłem ani na chwilę, a usta mam mocno zamknięte. Nigdy nic nie wiadomo…
Chorowanie się nie opłaca – szczególnie na świńską grypę. Sklepikarze podnoszą ceny czosnku i cytryny, szkoły pustoszeją, efektywność pracy rządu spada (a może spaść bardziej?). Domowe kuracje mają różną skuteczność. Okropne syropy, jakieś zioła i inne duperele. A z drugiej strony mamy zachętę od Ruskich: „jedzcie czosnek i uprawiajcie seks”.
Portal internetowy Newsland pisze powołując się na „lekarzy z szeregu państw europejskich”, że sposobem na walkę ze schorzeniami grypowymi jest seks. Jest według tego źródła, doskonałą metodą profilaktyczną pod warunkiem przestrzegania dwóch zasad: należy ją stosować regularnie i bez fanatyzmu.
A co Wy sądzicie o tym sposobie?
Serdecznie przepraszam za przerwę w funkcjonowaniu bloga. Postaram się jak najszybciej powrócić do systematycznego dodawania wpisów.
PS Jestem szczęśliwym posiadaczem nowej płyty Rammsteina – „Liebe ist für alle da” :)
Dziś krótko – o ile da się krócej niż zwykle…
Dzień programisty obchodzony jest w 256 dniu roku (28), czyli 13 września (w roku przestępnym 12). Podobno programiści starają się uczcić ten dzień w jakiś niekonwencjonalny sposób: najczęściej opuszczając swoje miejsca pracy i wyłażąc gromadami na świeże powietrze.
Życzę wszystkim programistom (w tym i sobie :P ) wszystkiego najlepszego :)
Rok szkolny zaczął się w miarę przyzwoicie. Plan całkiem przyjemny, tematy w podręcznikach całkiem interesujące (jak na szkołę), nikogo w klasie nie przybyło, nikogo nie ubyło. Nie ukrywam, że pozbyłbym się z chęcią paru osób, a na ich miejsce przyjął kilka nowych, ale nie można mieć wszystkiego…
Nic tak nie motywuje do nauki jak rozpoczęcie roku w gronie kolegów. Co prawda nie dla wszystkich skończyło się to dobrze, ale ważne, że będą mieli co wspominać ;] Najgorszą rzeczą jaka mnie spotkała ostatnio jest pad Visty. Wszystkiemu jestem winien ja, spowodowałem to moją głupotą i nadal uważam Vistę za dobry system. Od jakiegoś czasu zamiast wyłączać komputer, pozostawiałem go w stanie wstrzymania. Pozwalało mi to zaoszczędzić sporo czasu rano. Czas potrzebny na załadowanie się systemu i wyświetlenie ekranu logowania – około 30 sekund, załadowanie programów – od 30 sekund do minuty, uruchomienie przeglądarki i iTunes – 10 sekund. Jak łatwo policzyć daje to średnio 85 sekund zmarnowanego codziennie czasu. Tygodniowo zyskiwałem w ten sposób 595 sekund, czyli prawie dziesięć minut. Czas, który można przeznaczyć na przygotowanie sobie prostego posiłku albo obejrzeniu jakiegoś klipu. Niestety zemściło się to na mnie. Pewnej pięknej nocy wyłączyli prąd na kilka minut. Rano, po włączeniu komputera zaczęło się piekło. Wszystkie programy się wieszały, internet nie działał, system pracował niestabilnie. Starałem się rozwiązać to bez przeinstalowywania systemu. Niestety, jak to zwykle bywa, reinstall okazał się jedynym rozwiązaniem.
Teraz siedzę i męczę się z z instalowaniem od nowa wszystkich potrzebnych programów. Zaoszczędziłem kilkanaście minut, ale spędziłem sporo czasu nad zmuszeniem Windowsa do współpracy. Niestety z tego powodu nie dodałem też ostatnio żadnej notki, ale cały czas nad tym pracuję :)