Możesz dostosować wygląd Brainfuckera do swoich potrzeb.
v1.1 by Wojciech Walczak
Rozmiar tekstu: A A A
Kolor tekstu:
Kolor linków:
Ustawienia

Pierwszy listopada

Pierwszego listopada jest dniem Wszystkich Świętych. Tego dnia chodzimy na cmentarze, zapalamy znicze naszym bliskim zmarłym. Cmentarze roją się od ludzi, którzy nagle przypominają sobie o zmarłej rodzinie…

Wielu twierdzi, że pierwszy listopada jest dniem smutnym – to prawda, z tym, że gówno prawda. Powinniśmy cieszyć się razem z tymi, którzy są już po drugiej stronie. Ale nie o tym mam zamiar pisać.

Nie mam własnego zdania, więc oddam kurtkę do szatni, zapalę papierosa i zajdę w ciążę

Na wstępie dodam, że jest to praca do szkoły, więc oszczędziłem sobie kilku trafnych stwierdzeń :)

Jako uczeń znaczną część dnia spędzam w szkole razem z moimi rówieśnikami. Średnio pięć i pół godziny dziennie przeznaczam na przyswajanie wiedzy. Daje to dwadzieścia siedem i pół godziny w ciągu tygodnia. Po odliczeniu czasu, który przeznaczam na spanie (zgodnie z zaleceniami specjalistów – przynajmniej osiem godzin na dobę) okazuje się, że w szkole spędzam aż 25% czasu, w którym mógłbym zająć się innymi, mniej lub bardziej twórczymi, czynnościami. Przebywając tyle czasu w szkole nie sposób nie zauważyć wielu sytuacji i zjawisk, które pozornie nic nie znaczą…

Rok szkolny

28 sierpnia 2009 7 komentarzy Tagi: , , , , , , , , Kategorie: Felietony, Ludzie, Życie

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Wie o tym każdy uczeń, a pamięć ta wywołuje u niego różnorakie uczucia. Duża część młodzieży szkolnej rozpacza z tego powodu, ponieważ uczęszczanie do szkoły mocno uszczupla zasoby ich wolnego czasu, który przeznaczają na arcyważne zajęcia: chodzenie po osiedlu z kumplami, chodzenie po osiedlu samemu i szukanie kumpli, kradzież telefonów komórkowych i torebek, spożywanie napojów alkoholowych o podejrzanym pochodzeniu etc. Ci młodzi “ludzie” nie mają zamiaru wynieść ze szkoły niczego, no chyba, że telefonu jakiegoś leszcza znalezionego bez opieki w szatni od WF-u. Na lekcjach starają się zajmować ostatnie ławki, aby móc spokojnie spać i komunikować się z osobnikami jego pokroju bez narażania się na bycie przyłapanym przez wrednego nauczyciela. Niestety starania te nie zawsze są udane i często kończą się przesiedleniem do ławek znajdujących się z przodu. Wtedy technika komunikacji jest zupełnie inna. Zwykłe SMSy, rzucanie papierowych kartek z zapisaną na nich informacją lub po prostu wstanie z miejsca i przemieszczenie się w pobliże towarzysza, czemu próbuje zapobiec nauczyciel grożąc uwagą w dzienniku, złą oceną lub spotkaniem z dyrektorem. Uwaga dla takich typów jest tylko powodem do dumy. Mają namacalny dowód przeciwstawienia się szkolnictwu. Zła ocena, czyli najczęściej jedynka, zupełnie nie zmienia ich sytuacji, ponieważ i tak mają tylko takie… No chyba, że uczęszcza się do mojej szkoły, gdzie na chemii można otrzymać 0. Rekordziści osiągają średnią z chemii na poziome 0,3. Słyszałem też o przypadkach, całe szczęście nie w mojej szkole, gdzie nauczyciel oprócz standardowej skali ocen 1-6 stosował jeszcze 0, 0 z wykrzyknikiem i 0 leżące. Chyba nie wymaga komentarza :) Ostatnią opcją jest spotkanie z szefem. Osobnik zostaje dostarczony pod drzwi z napisem “Pieczara Pani Dyrektor” i rozpoczyna się rozmowa, która kończy się zazwyczaj obietnica poprawy. Dyrektor ma ważniejsze sprawy niż zwracanie uwagi młodocianym przestępcom. W każdym z wyżej wymienionych przypadków uczeń wraca do klasy i walka rozpoczyna się na nowo, aż do czasu, kiedy nauczyciel opowie rodzicom co wyprawia ich pociecha. No i tu też bywa różnie, bo rodzice mają czasem ciekawe sposoby na zajęcie się dzieckiem. Są rodzice, którzy zupełnie to olewają i po takim spotkaniu z nauczycielem nawet się nie odezwą do dziecka. Inni tłumaczą nauczycielowi, że jego metody są złe, a ich dziecko to skarb i oni nie będą pozwalali na takie traktowanie ich pociechy. Kolejny typ rodziców zabiera telefon, komputer i kieszonkowe myśląc, że to w czymś pomoże. Są pewnie i tacy rodzice, którzy nie są w stanie dotrzeć do szkoły z powodu wysokiej zawartości alkoholu we krwi. Ostatnim gatunkiem są rodzice, którzy porozmawiają z dzieckiem o jego zachowaniu i podejmą próby jego naprawy. Efekt tych rozmów zależy od poziomu zdresowacenia/zemowacenia/zeskejcenia/zesrania się dziecka. Do tej samej grupy wrzucam ludzi, którzy ucząc się po kilka godzin dziennie nie są w stanie się nauczyć prostych rzeczy, bo w gimnazjum najtrudniejszą czynnością jest zrozumienie, że dzwonek wcale nie kończy lekcji. Jestem w stanie zrozumieć, że nie każdy został jednakowo obdarzony, ale nie wiedzieć co to jest spichlerz jest prawdziwym przejawem kretynizmu. Poziom w mojej szkole jest całkiem wysoki, w porównaniu do innych szkół. Ja nie spotkałem się jeszcze z niczym trudnym, ale to tylko moje odczucia… Zastanawiam się po co ludzie, którzy są tak ograniczeni przychodzą do takiej szkoły. 75% osób jest z poza rejonu, więc miało wybór: tutaj, gdzie nie dam sobie rady, zostanę emo i się potnę bo będzie mi szło źle, czy gdzieś, gdzie poziom jest trochę niższy, ale nie będę miał załamań nerwowych związanych z nauką. Nieważne czy ktoś się stara, czy nie – jeśli ma taką samą średnią, podobne umiejętności i iloraz inteligencji trafia do grupy pierwszej.